Przedstawiciel Mazowieckiej Izby Rolniczej z Siedlec w programie I radia publicznego w audycji pt. „Obszar mniej zabudowany” (8 VIII 2015 r.) chwali okres rządzenia Polską przez Gomułkę. Wg niego wówczas „dbano o zasoby wodne naszego kraju”. No cóż, mówić można różne rzeczy, ale nie w publicznym radio. Powaga publicznych medium wymusza racjonalizm a nie niczym nie uzasadniony populizm i propagowanie nieprawdy. Moim życzeniem jest aby wreszcie w polskim publicznym radiu i w publicznej TV wypowiadali się specjaliści nt. zasobów wodnych Polski a nie specjaliści od propagandy i nieudolni niewykształceni w dziedzinie o jakiej rozmawiają politycy. Pani Premier Kopacz, stwierdza tego samego dnia w TV, że w celu ratowania polskiego rolnictwa zostanie uruchomiona rezerwa wód ze zbiorników zaporowych. Co to oznacza? – zrzut wody z „pustych” zbiorników, bo tak wyglądają przy obecnych dopływach. Kolejny przykład demagogii, tym razem wprowadzonej w błąd premier przez niewykształconych „podpowiadaczy”. Bo jak można nawodnić z pustego zbiornika zaporowego pola? Przecież żaden ze zbiorników zaporowych wybudowanych w Polsce po wojnie nie ma instalacji do nawadniania pól, chociaż, na etapie projektowania technokraci piszą w różnych mądrych dokumentach, że „ma służyć rolnictwu”. Absurd nie mający żadnego przełożenia w praktyce. Może tak NIK skontrolowałby wybudowane zbiorniki i ocenił w postaci rzetelnego Raportu, który z wybudowanych zbiorników jest „wykorzystywany na cele rolnicze”, bo ja takiego nie znam. Na jednym (Zbiornik Miedzna na rzece Wąglace nawet napisano, „zbiornik do celów rolniczych”(załączyć foto) – pewnie tego wymagał donator, więc tablica stoi. Jak już kiedyś to napisałem w Polsce buduje się zbiorniki zaporowe w celach rekreacyjnych a nie gospodarczych. Buduje się je po to aby ktoś, najczęściej miejscowy polityk, zrealizował swój niepoparty racjonalizmem pomysł. Najczęściej demagogię uprawia się przed wyborami, więc zapewne padną niebawem kolejne polityczne deklaracje nt. temat. Będzie znów mawianie bzdur, jako to Unia Europejska daje pieniądze na ochronę przeciwpowodziową i trzeba wybudować zbiornik zaporowy, niszcząc naturalną „za darmo” retencję dolinową. Działanie jednego, dwóch trzech zbiorników w dolinie rzeki nie uchroni jej przed powodzią, bo przyjdzie woda stuletnia, 500 letnia a może tysiąc letnia i rzeka odbierze swoje. Przykładowo, aby zniwelować całkowicie zagrożenie powodziowe na rzece Pilicy należałoby wybudować 20 zbiorników zaporowych tego typu jak obecny zbiornik Sulejowski. Pytanie tylko po co, w celach rekreacyjnych, za publiczne pieniądze które można spożytkować inaczej. Jak obliczono, wybudowany na rzece Radomce zbiornik Domaniów (500 ha), z małą elektrownią wodną, zwróci się po 300 latach!

Ale wracając do początku wypowiedzi, w latach Gomułki i jego następców wyprostowaliśmy rzeki, osuszyliśmy bagna, zmeliorowaliśmy oczka wodne – czyli przyspieszyliśmy spływ niszcząc naturalną retencję powierzchniową. Sumarycznie wydaliśmy na to sporo publicznej kasy a odłogowane grunty, zmeliorowane, nie retencjonują wody ale tej prostej prawdy nikt nie może powiedzieć, wyartykułować bo w TV i radio zamiast pytać rolnika o plony pyta się go o retencję, a specjalisty „nie uwidzisz”, bo po co. Czy nas to czegoś nauczyło – raczej nie, bo teraz za kasę unijną, bo przyroda miejscami odbudowała zniszczoną retencję tylko wg stanu z roku 2010, jak wykazał Raport WWF Polska, z powrotem oczyściliśmy (osuszyliśmy), wyprostowaliśmy tylko 9000 km różnego rodzaju cieków. Czy to mało, czy dużo – 6670 km długości liczy najdłuższa rzeka świata, płynie przez tereny pustynne, które zafundowaliśmy sobie sami, w latach Gomułki i czynimy obecnie za pieniądze unijne. I zapewniam czytelników taką pustynię czynimy sobie sami a skutki jej w br. dotkliwie odczuje polskie rolnictwo.

Czy wreszcie ktoś dopuści do głosu specjalistów, czy tym krajem, za przyzwoleniem mediów, będą rządzić demagodzy, czy będziemy ponownie powtarzać slogany, że zbiorniki zaporowe zatrzymają falę powodziową i nawadniać będą w okresie suszy nasze pola. Czy będziemy budować kolejne zbiorniki zaporowe po to aby ktoś popływał sobie na łódce a ktoś inny zrobił intratny interes? Dlaczego nie wykorzystujemy tych zasobów które są? Przecież mamy wspaniałe Mazury, tam jest mnóstwo zbiorników naturalnych, których budowa nic nas nie kosztowała, utrzymanie również, tam jest miejsce na rekreację, przecież tam są „Zielone Płuca Polski”. Przecież tam mogą zarobić na swoje utrzymanie miejscowi autochtoni, dla których turystyka ma być motorem napędzającym gospodarkę i podstawą egzystencji.

Zimy 2014/2015 nie było, wiosna była skromna w opady, lato jest gorące – do przemyślenia – dlaczego mając taką zimę i taką wiosnę wszystkie zastawki na rowach melioracyjnych i jazy na rzekach były otwarte? Dlaczego nie retencjonowano wody już wówczas? Dlaczego w kwietniu nawet najmniejsze zastoisko na polu „wiało grozą” i wpływały wnioski o jego meliorację? Przecież w kwietniu nie kosi się traw, przecież pierwszy pokos jest na przełomie maja i czerwca, przecież w końcu maja łąki są już suche. Czemu media nie edukowały i milczały a teraz chwalą gomułkowskie pomysły, które zniszczyły polskie zasoby retencji powierzchniowej? Czy ktoś wreszcie zreflektuje się i zapanuje nad bałaganem w gospodarce zasobami wodnymi naszego kraju? Wątpię, choć chciałbym się mylić.

Dr nauk biologicznych
Sławomir Chmielewski
Burmistrz Gm. i M. Mogielnica

Pogoda w regionie - stacja klimatyczna Inowłódz

Ilość odwiedzin

1732775
DzisiajDzisiaj148
WczorajWczoraj522
TydzieńTydzień1812
MiesiącMiesiąc10300
M-STO